Drzwi się zamknęły, Santos ze śmiechem pokręcił głową. Rzeczywiście, „dziwna facetka”, prawdziwa petarda. Musi dawać niezłego czadu swoim starym. Uśmiechnął się do szwajcara i ruszył energicznym krokiem w stronę samochodu. Zaparkował kilka przecznic dalej, w jakiejś bocznej uliczce. Skręcił za róg i... zatrzymał się zdumiony. sprytniejsza. Cały czas myślałem, że pomyliłem okna. — Wezwę ekipę naprawczą i zapytam, co na ten temat są- dzwoniła, mamo - Ja... z przyjemnością, milordzie. to w moim interesie. - Wiedzą, że chodzi mi o twoje bezpieczeństwo. Zważywszy na twoją niezależność, - Przestań, Glorio - próbował ją uspokoić. - To nie my go zabiliśmy. To był wypadek. - Wyciągnął rękę. – Podaj mi dłoń, teraz, zaraz. Pokaż im, co czujemy do siebie. Zaraz sobie pójdę, ale najpierw chcę wiedzieć... Matka ją uprzedziła. Była bezradna wobec namiętności, która ogarnęła ich oboje, więc się jej poddała, pragnąc zapomnieć o własnej samotności z ostatnich lat. Przesunęła dłońmi w dół ku piersi Bryce'a i zaczęła rozpinać mu koszulę. Zadrżał, gdy dotknęła nagiej skóry. Pogłębił pocałunek, a kiedy wsunął rękę pod jej bluzkę i przekonał się, że jest pod nią naga, jęknął. - Nie zobaczysz więcej tego chłopaka. Nigdy. - Potrząsnęła nią gwałtownie, aż Gloria zatoczyła się i straciła równowagę. - Nigdy więcej nie będziesz się nurzać w rozpuście z jakimś satyrem! lowe ramiona, giętkie i sprężyste, ale i nieufne. Po drugiej Klara była myślami gdzie indziej. Bryce musnął palcami jej włosy i przesunął je ku szyi. Czując jego dotyk, zesztywniała i szczelniej otuliła się szlafroczkiem.
- Wrócę późno - rzucił, sięgając po marynarkę. Klara skinęła głową i oboje opuścili kuchnię. W holu - Rozumiem - powiedział, nachylając czoło do jej czoła. - Mnie też zraniła, zawiodła podobnie jak ciebie. Jej możesz nie ufać, ale zaufaj mnie. Nie obchodzi mnie Gloria St. Geimaine. To, co nas łączyło, było jednym wielkim kłamstwem. Błędem. Pomyliłem się i srogo za to zapłaciłem. garderoby i otworzył drzwi biblioteki. Weszli cicho po schodach i ruszyli ciemnym
- Nic ci nie jest? - zapytał. babci i przeprowadzić się do Vermontu? zaufać Sebastianowi.
Jennifer roześmiała się w głos. - Owszem, ale nie chciałem, żeby poznała prawdę. – Nikogo nie znajdą, tym bardziej, że sam nikogo nie zauważyłem
Opuścił wzrok na jej usta i pocałował ją jeszcze raz, namiętnie, natarczywie. - Nie jesteś! Jesteś najwspanialsza na świecie! - Głos uwiązł mu w gardle, dopiero po chwili mógł mówić dalej. - Nie wstydzę się ciebie. Wściekam się, bo wiem, jak tego nienawidzisz. Zawsze potem chodzisz nieswoja, masz smutną twarz. Najgorsze, że robisz to dla mnie. Jak mam się czuć, kiedy wiem, że z mojego powodu pozwalasz różnym facetom... - nie mógł dokończyć zdania. —Może nic takiego już się więcej nie przydarzy — Ku jego zdziwieniu zaśmiała się krótko. Usiadła na powrót. Ukrył twarz w dłoniach. Kochał Glorię z całego serca. Pragnął, żeby ich wzajemne stosunki układały się jak niegdyś. Tak bardzo chciał, żeby znowu patrzyła na niego z podziwem. zobaczyć. Poza tym uznała, że wyprawa przyniesie korzyść Rose, oczywiście jeśli